Kim jest mój ojciec i matka...?
Cząstką mojego światka...
Okruchem tej czarnej ziemi...
Która się nigdy nie zmieni...
Wciąż żyję marzeniami...
Nikłymi nadziejami...
Że zawsze się kochamy...
I wsparcie w sobie mamy...
Jednak to tylko złudzenia...
I niespełnione pragnienia...
A radość i ciepło rodzinne...
Jest tutaj całkiem inne...
Brakuje słów o miłości...
Nie ma rodzinnej bliskości...
Uczucia są całkiem nieznane...
Przez wszystkich zapomniane...
Pragnęłam się zawsze przytulić...
W ramiona rodziców się wtulić...
Rozmawiać jak z przyjacielem...
To dla mnie bardzo wiele...
Ich chłód i zimno wciąż boli...
Odsuwam się od nich powoli...
I choć są blisko mnie...
W samotni jestem swej...
Pomimo tego cierpienia...
Braku miłości, pragnienia...
Są mą kochaną rodziną...
I może te chwile miną...?
Po co mi te nadzieje...?
Życie me ciągle się chwieje...
Nie mogę wciąż marzyć i śnić...
Muszę nauczyć się z nimi żyć...