Czasami myślę, że jestem niechciana...
Czasami także, że niekochana...
Lecz moje życie, to moja zasługa...
A do finału jest droga długa...
Zawsze myślałam, że wolność wybrałam...
Drogę do szczęścia, której nie miałam...
Szłam więc na oślep, nie patrząc na boki...
Brnęłam w to bagno, nie patrząc co potem...
Ta moja droga gdzieś się zgubiła...
Stała się dla mnie bardzo zawiła...
Straciłam wiarę, siłę by żyć...
Odnaleźć wyjście, szczęśliwą być...
Dziś siedzę sama w tej wielkiej trwodze...
Co będzie dalej...? Boję się srodze...
Skąd wziąść odwagę na dalsze życie...?
Nie bać się więcej, nie myśleć skrycie...?
Doszłam z tym losem już za daleko...
A mój rozsądek, szczęście uciekło...
Nie chcę już kochać, bić się myślami...
Chcę przestać w końcu żyć nadziejami...
Skąd nabrać siły, przywrócić wiarę...?
Zostawić wszystko, zniszczyć tą marę...?
Zapomnieć koszmar tych wszystkich lat...?
Odnaleźć drogę i szczęścia kwiat...?
Mówią, że miłość jest wielkim darem...
Lecz to nieprawda, bo jest koszmarem...
Niszczy po drodze wszystko co ma...
Zostawia w sercu wyryty ślad...