
|
...::NA ROZSTAJU::...
Sypie śnieg
Pierwszy
Cichy
Tuli się jak kot do twego policzka
A ty stoisz tak jak stałaś
Smutna i magiczna
Powiedzże coś proszę
Spójrz na mnie
Choć chwilę
Niech uwierzy moje serce
Że się nie myliłem
Że oddając Ci się cały
Ze wszystkim co miałem
Na spojrzenie Twe zasłużę
I uwagi chwałę
Tyle chciałbym Ci
Wyszeptać, wyśpiewać
Wykrzyczeć
O tym czemu poświęciłem
Całe moje życie
O miłości do najbliższych
Do mych gór
Do Boga
Jaka kręta, wyboista
Przez me życie
Droga
A Ty stoisz na tym śniegu
Biała i pobożna
I wciąż nic nie mówisz
Do mnie
Madonno przydrożna

...::NIEROZŁĄCZNI::...
Razem stopieni ze sobą
W jedność
Jak gdyby zawsze razem tu trwali
Jednego boska stworzyła ręka
Drugiego Bogu wybudowali
Jeden z żelaza, drugi z kamienia
Różni tak bardzo jak połączeni
Wiara, pokuta ich pobratała
I się wyłonił metal z kamieni
W słonecznym skwarze
Czy zimy chłodzie
Wędrują razem przez czasu drogę
Z deszczem i śniegiem zaprzyjaźnieni
Ubrani czasem w mgły szarą togę
Stoją, stać będą
Oby na wieki
Cisi, skupieni
W modlitwy trwaniu
Krzyż na Giewoncie
I Giewont z krzyżem
W jednym tatrzańskim przykazaniu

...::KOLOROWE PEJZAŻE CODZIENNE::...
Płacze dzień deszczem
Czystym i miarowym
Rozmywa złe myśli
Szarych ludzi
Stoję przykuty do okna
Liczeniem łez deszczu
Na szybie
Myślami próbuję
Pokolorować szarość ogrodu
Biorę do ręki paletę wspomnień
I pędzel radosnych dni
Płótnem niech będzie
Czyste sumienie mojego syna
Wymaluję mój pejzaż
Farbami wyciśniętymi
Z lat dziecięcych
Odprawię z kwitkiem
Szarość teraźniejszości
Jednym pociągnięciem
Miłości do Ciebie
Kwiaty namaluję
Pachnące żniwami u babci
I zbieraniem agrestu
Do bańki na mleko
Jak już nasycę się malowaniem
To z zamkniętymi oczami
Aby nie uciekły mi filigranowe
Motyle dni wczorajszych
Oprawię mój obraz
W ramę wiary w Boga
I powieszę go
Przed oczami tych
Co bez nadziei

...::NA PĘKSOWYM::...
Żółto czerwonym kobiercem liści
Okryci
Śpicie
Spokojni i cisi
Lubię przychodzić do Was
W odwiedziny
Butami świętokradzko deptać
Liści całun
Odkrywać na nowo
To miejsce tak mi bliskie
Kolejny raz
Odkrywać na nowo
Wiem, że może przeszkadzam
Wiem, że nie na miejscu
Z tym całym zgiełkiem życia
Wam się tutaj zwalać
Ale pozwólcie chwilę zostać
Oczy zamknąć
Posłuchać
Cichutkiego Sabałowych gęśli
Grania
Już odchodzę
Nie przeszkadzam
Jeszcze grosik serca
Przez ramię wyrzucam
Aby wrócić
Może na zawsze
Wieczny odpoczynek
Racz Wam dać o Panie

...::21 GRUDNIA CO ROKU::...
Białość
Ktoś rozsypał
Wszędzie gdzie się dało
Nawet wieczór jakiś taki niewieczorny
Mróz złośliwy szczypie
Gorące kochanków spojrzenia
Zapalając fatamorganę
Świateł dookoła
Pęka pod butami
Jak opłatek
Nieskazitelność śniegu
Idzie tu kolęda
Obrażone na wszystkich
Gawrony spacerują
Po chodniku zamiast ludzi
Licząc naiwnie
Że na przeprosiny
Ktoś im sypnie ziarnem
Bezdźwięcznie
Umierają na szybach samochodów
Zdziwione
Swoim krótkim żywotem
Płatki śniegu
Smutno mi
W górach
Pewno
Pięknie

...::ULEĆMY::...
Budząc się bladym świtem życia
Wychodzimy z naszych domów dzieciństwa
Na ulice dorosłości
Wtapiając się w nurt
Nam podobnych
Idziemy popychani czasem
Krętymi drogami codzienności
Wypatrując przed sobą
Celu tej wędrówki
Szaro czarni w tłumie
Szaro czarnych
Rozmieniamy na drobne
Marzeń naszych barwy
Płacąc nimi za nasze
Błędy i niepowodzenia
A tu zielonej zieloności zieleń
A tu spokojny spokoju spokój
A tu myśli beztroskie bezdrożnie latają
A tu czasu nikt nie prosi o czas
A tu kochać to kochać znaczy
A tu płakać to szczęściem jedynie
I usiąść to usiąść na zawsze
Ulećmy z ulic życia
Bez celu bez kierunku
Ku słońca ciepłym palcom
I wiatru szalonym ptakom
Podnieśmy nasze ołowiane głowy
Żyjmy...

Copyright ©Nikolia 2007
|
|
|
|
|
|
|
|
| |