Niemy krzyk płynący przez szyte usta...
Krzyk o chwilę ukojenia...
Głupia nadzieja nie opuszcza czerwonego słońca...
Krew pulsująca w żyłach...
Wypływa strumieniami przez otwarte marzenia...
Staczająca się na dno postać już powoli upada...
Zlatuje na sam dół...
Do mułu nienawiści - osamotnienia...
Krzyk - on nadal jest...
Ale nikt go nie słyszy...
Nikt nie widzi szklanych łez, krwawych dłoni...
Dłoni, które chciały dawać miłość...
Usta czerwone od bólu...
Wykrzykują żałosne słowa, proszą o pomoc...
Tylko dlaczego Ci, na których zależalo...
odeszli obojętnie?...
08.08.2000 Mimcysia